Brzydkie kaczątko – historia prawdziwa

moje_nie_moje_ksiazka_dla_dzieci

Było sobie jajko. Nieco inne niż wszystkie jajka. Wykluwa się z niego coś bardzo dziwnego. Brzmi znajomo? Skojarzenie z brzydkim kaczątkiem? Faktycznie, obie historie mają wiele wspólnego. Ale czy kończą się podobnie? Przeczytajcie recenzję książki dla dzieci „Moje – nie moje” Liliany Bardijewskiej, z ilustracjami Krystyny Lipki-Sztarbałło.

Rozpoczyna się tajemniczo i poetycko. Strumyk wesoło bulgocze i podskakuje na kamieniach, lekki, poranny zefirek czesze potargane trawy… Ni stad, ni zowąd raban na cały las podnosi sroka, która znalazła przepiękne jajko. Przepiękne, bo jest złote w srebrzyste kwiatuszki. Nawet słońce, które widzi cały świat, stwierdza, że drugiego takiego nie ma. Na polanę przyfruwają, przybiegają i przypełzają „co sil w skrzydłach, nogach i zwojach” wszystkie żyjątka leśne i pełne zachwytu podziwiają cudne jajko.

Tak właśnie zaczyna się książeczka dla dzieci „Moje – nie moje”.

moje_nie_moje_okladka_ksiazki
Okładka książki dla dzieci „Moje – nie moje”

A dalej już tak poetycko nie jest. Po prostu proza życia za sprawą sroki. Bo sroka, jak to sroka, lubi błyskotki. Natychmiast więc stwierdza, że jajko należy do niej, w końcu to ona pierwsza je znalazła. Zaczyna je tulić i śpiewać kołysankę. I wtedy się zaczyna…

moje_nie_moje_rozkladowka_ksiazki
Rozkładówka książki „Moje – nie moje”

Inne ptaki zaczynają się przekrzykiwać na argumenty, dlaczego jajko powinno być ich. Paw – jajko piękne, on najpiękniejszy, no to jego. Struś – jajko największym cudem świata, a on największy, no to jego. Wróble – akurat nie miały asów w rękawie, ale ze jest ich dużo, no to ich. Bocian – ma wysoko gniazdo, a jajko królewskie, więc potrzebuje królewskiej oprawy, zatem jego… I tak dalej.

Jakby ptaków było mało, dołączyły się jeszcze gady, płazy i owady. Najpierw jajko chciał sobie przywłaszczyć wąż, który chwycił je w swoje zwoje. Potem krokodyl przejął je do paszczy. Wyrwać je stamtąd nie było łatwo, nikt nie chciał się odważyć. Oprócz pszczół. Ale potem pojawił się pająk i mrówki. Wszyscy z ważnymi argumentami, dlaczego jajko powinno być ich.

Emocje sięgnęły zenitu. Wszystko pękło, gdy żaby chciały zabrać jajko do stawu. Tego było już za wiele. Ptaki nie chciały się pogodzić z tym, że ktoś chce im odebrać to cudo natury. Nastąpił wielki chaos, wszystko się pomieszało, zrobił się harmider. Kogut gdakał, kaczki piały, bocian kukał, krokodyl klekotał, a mrówki bzyczały. Sytuacja nie do opisania. I do tego mocno patowa.

moje_nie_moje_klotnia_ptakow
Emocje sięgnęły zenitu…

Aż pojawił się ktoś mądry. I nie była to sowa. Ten ktoś tupnął nogą i powiedział jedno mądre zdanie. „Wychowajmy je wszyscy razem”. I wszyscy oddychają z ulga. Pomysł pyszny. Wykonanie też. Każdego dnia ktoś inny opiekuje się jajkiem. I każdy wkłada w to serce i daje z siebie to, co najlepsze. Piękne chwile dla jajka. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy.

moje_nie_moje_ksiazka
Wspólne wychowywanie jajka – książka „Moje – nie moje”

Pewnego dnia skorupka zaczyna pękać. Ze środka wydobywa się pokraczna, mała istotka. Ma krzywe nogi i dziób i ogólnie nie jest zbyt ładna. Taki bury brzydalek. Wtedy okazuje się, że tak jak wszyscy kłócili się o prawo do jajka, tak teraz wszyscy się zaczynają go wypierać. Nagle mają coś ważnego do załatwienia, jakieś pilne sprawy. Wcześniej krzyczeli „moje, moje”. Teraz jak jeden mąż „nie moje”.

No i znów mądry kangur ratuje sytuację. Przygarnia małego do swojej torby. Dba o niego, kocha jak swoje dziecko. I nie, z czasem brzydalek nie zmienia się w pięknego łabędzia. Ta historia kończy się inaczej. Jak? Musicie sprawdzić sami. Naprawdę musicie.

Morał jest podobny do tego z „Brzydkiego Kaczątka”. Nie ważne, co na zewnątrz. Liczy się to, co w środku. Piękna historia z pięknym, mimo wszystko, zakończeniem. Piękne są też słowa autorki na końcu książki: „Każdy ma swojego kangura. Ale też każdy może być kangurem, który dostrzeże piękno ukryte w innych”.

moje_nie_moje_kangur
Każdy ma swojego kangura

Ilustracje, jak zwykle, kwestia gustu. W mój akurat nie trafiają. Oczywiście można znaleźć gorsze, robione komputerowo i słodkie do bólu. Ale te w książce „Moje – nie moje” nie powalają. Wolę bardziej wyraźną kreskę. Według mnie to nie jest książka z tych, co to podobają się dziecku, a rodzic chce ją mieć, bo jest pięknie wydana. Tutaj wygrywa treść. A szkoda, bo w duecie treść i obraz zawsze książka lepiej wypada.

W każdym razie warto tę książkę przeczytać malcowi. Gałganek wysłuchał z zaciekawieniem. Mimo dużej ilości tekstu, nie znudził się. Autorka używa ciekawego, poetycko brzmiącego języka, wplata również piosenki, śpiewane przez mieszkańców lasu, które można dziecku śpiewać na różne melodie.

Są też miejsca rozśmieszające dzieci – na przykład kłótnia, w której wszystko się pomyliło i każdy wydawał nie swoje odgłosy. Gałganek z lubością wyłuskiwał błędy i dopowiadał poprawne słowa. Taka mała zabawa językowa.

Strasznie długi opis tak niewielkiej książeczki. Ale czasem naprawdę trzeba dokładnie opisać  coś wartościowego, co na pierwszy rzut oka niestety nie zachęca. Książka przeszła nieco niezauważenie. Trochę jakby twórcy sami nie zrozumieli przekazu. Może jednak mój opis coś zmieni. Bo od czego są kangury…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *