Jak nie przegapić czyjejś samotności?

Ksiazka_chlopiec_i_pingwin

Pingwiny są wdzięcznym tematem książek dziecięcych. Wszystkie dzieci je lubią. I nie zawahają się im pomóc, gdyby tego potrzebowały. W końcu to bardzo miłe stworzonka. I o tym jest ta historia – bardziej narysowana, niż opowiedziana słowami. Któregoś dnia w domu pewnego chłopca pojawia się pingwin. Chłopiec postanawia mu pomóc w potrzebie. Tylko czego tak naprawdę potrzebuje ten pingwin? Zobacz recenzję książki „Chłopiec i pingwin” autorstwa Olivera Jeffersa.

O liver Jeffers to znany i wielokrotnie nagradzany ilustrator oraz autor książek dla dzieci. Jego książeczki przyciągają uwagę formatem i specyficzną kreską. Tutaj jest ona miękka, wyciszająca. Książki Jeffersa to między innymi seria o Hueysach, która nie została dotąd wydana w Polsce, podobnie książka o zbuntowanych kredkach, którą opisuję tutaj – recenzja książki The day the crayons quit – i która doczekała się nawet kolejnej części, obie są bestsellerami, a na jej kanwie będzie nakręcony film dla dzieci.

chlopiec_i_pingwin_okladka
Okładka książki Olivera Jeffers’a „Chłopiec i pingwin”

W książce „Chłopiec i pingwin” również mamy do czynienia z nietypowym formatem książki i ilustracjami, które są dość wymowne, czasem nie potrzebują tekstu. A zaczyna się od smutnego pingwina, który puka do drzwi chłopca. Chłopiec z kolei wygląda na rezolutnego. I stwierdza, że pingwin się zgubił, a on mu pomoże. Podejmuje szereg działań w tym celu. Najpierw idzie do biura rzeczy znalezionych, potem próbuje zapytać innych ptaków, a nawet angażuje swoją kaczkę do kąpieli w dotarcie do sedna problemu. Gdy wszystko zawodzi, chłopiec sięga po książkę. Zuch malec! Z książki dowiaduje się, gdzie żyją pingwiny. Wreszcie coś ma. Tylko jak się dostać na biegun południowy?

chlopiec_i_pingwin
Pingwin i chłopiec
chlopiec_i_pingwin
Próba znalezienia odpowiedzi – niestety nieudana
chlopiec_i_pingwin_ksiazka
Ale książka zawsze może pomóc!

Ale tu też rezolutny chłopiec sobie radzi. Tak bardzo chce pomóc pingwinowi, że decyduje się na wielką wyprawę na biegun. Podejmuje ryzyko, bo zależy mu na szczęściu pingwina. Ale chłopiec jeszcze nie wie co to znaczy „pingwinie szczęście”, jeszcze nie teraz.

chlopiec_i_pingwin_podroz_na_biegun
Przygotowania do wyprawy na biegun

Chłopiec i pingwin długo szykują się do wyprawy. Potem długo płynęli. Czas umilał im chłopiec, który opowiadał ciekawe historyjki. Przyjemnie im się płynęło. Mimo że czasem było groźnie. W końcu dotarli.

chlopiec_i_pingwin
Podróż na biegun bywała niebezpieczna

chlopiec_i_pingwin_podroz

Chłopiec pożegnał się z pingwinem i ruszył w drogę powrotną. Pingwin był dziwnie smutny, nawet bardziej niż wtedy, gdy pojawił się w drzwiach domu chłopca. Chłopiec nie zastanawiał się nad tym.

chloipiec_i_pingwin
Pożegnanie chłopca z pingwinem

Ale oddalając się od bieguna, zauważył coś dziwnego. Nic już nie było takie samo. Smutno było płynąć samemu, nie było do kogo się odezwać. Nie było przyjaciela. I wtedy chłopiec zrozumiał, to co powinien. Przegapił samotność pingwina. On potrzebował przyjaciela, wcale się nie zgubił.

Chłopiec niewiele myśląc, natychmiast ruszył w drogę, którą już przebył – wprost na biegun. Jednak nie znalazł tam pingwina.

chlopiec_i_pingwin_ksiazka_dla_dzieci
Gdzie zniknął pingwin?

Czy chłopcu uda się odzyskać przyjaciela, którego dopiero co zyskał? Czy pingwin się odnajdzie? Zostawiam Was z tą zagadką. Warto sięgnąć po tą uroczą książeczkę, do tego pięknie zilustrowaną.

Na skrzydełkach książki można wyczytać, że autora zainspirowały do napisania książeczki dwie historie. Jedna z jego życia – kiedyś się zgubił rodzicom. Na szczęście się znalazł (dzięki nazwisku wszytemu na metce kurtki), ale wspomnienia pozostały. Druga – zdarzyła się w Belfaście, skąd autor pochodzi. Pewien sześcioletni chłopiec na wycieczce do zoo ze szkolną klasą, zabrał sobie pingwina. Stwierdził, że pingwin zamieszka w jego domu (jak się domyślacie, rodzice byli innego zdania). Swoją drogą historia nawiązuje do innej książki o pingwinach – 365 pingwinów, w której rodzice niestety nie mieli wyjścia i przyjęli pingwiny pod swój dach.

Co ciekawe, te dwie historyjki zainteresowały Gałganka nawet bardziej, niż sama książeczka. Bardzo mocno dopytywał, jak to było z tym zabraniem pingwina z zoo (chyba muszę uważać, albo przynajmniej ostrzec przedszkolanki), jak chłopiec się zgubił i co zrobił. Nawet się nie spodziewałam, że akurat „napisy końcowe” mogą być taką inspiracją do ciekawych rozmów z dzieckiem. Okazało się, że ta książka może być wstępem do ustaleń, co należy robić, jak dziecko się zgubi (Gałganek już wie dokładnie i widać, że mocno to zapamiętał, bo sprawdzałam po kilku dniach). Gałganek potrafi mnie zaskakiwać. W każdym razie polecamy książkę i polecamy czytanie napisów na okładkach i skrzydełkach.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *