Po co ciocia Krysia jeździ do sanatorium?

sanatorium_ksiazka

Zapytał Gałganek, gdy ciocia Krysia szykowała się do wyjazdu (a spakowała najlepsze kiecki). No właśnie, po co? Co odpowiedzieć 4-latkowi? Prawdę w oczy, czy na razie tylko teoretycznie zajawić temat? Myślałam, że z odsieczą przyszła mi książka „Sanatorium” Doroty Gellnerowej, ilustrowana przez Adama Pękalskiego, wydana przez Wydawnictwo Bajka. Czy się jednak nie pomyliłam?

Z obaczyliśmy książkę na półce w bibliotece. Teraz wiem, że książeczka nie jest tym, na co wyglądała. Ale wtedy nam się spodobała. Nowoczesny styl ilustracji plus przedstawienie postaci na wyklejce. To wszystko zasugerowało, że będzie to coś w rodzaju śledzenia losów poszczególnych postaci podczas pobytu w sanatorium. Do tego wszystkiego bibliotekarka zachwycała się naszym wyborem. Może sama też jeździ do sanatorium?

sanatorium_okladka_ksiazki
Okładka książki dla dzieci „Sanatorium”

Okazało się, że książka to raczej zbiór rymowanych opowiastek, które mogłyby z zasadzie występować niezależnie od siebie, bo nie mają ciągu przyczynowo-skutkowego. No może oprócz pierwszego i ostatniego wiersza – swoistej klamry sanatoryjnej, czyli wieczorku zapoznawczego i pożegnalnego.

Opowiastek jest 17. Każda pokazuje innego bohatera w trakcie oddawania się uciechom cielesnym i nie tylko, dostępnym w sanatorium, prawdopodobnie w Ciechocinku (wizja ilustratora), ale pasowałoby do każdego innego Buska czy Krynicy Zdroju. W zasadzie tylko Pan Jan, taki trochę Maxi Kaz, pojawia się częściej, bo cały czas próbuje wyrwać którąś z bohaterek. Z miernym skutkiem zresztą. Pierwszego wieczoru zabiera się za panią Gienię. I to oni są głównymi bohaterami pierwszego wiersza. I ten jest jeszcze normalny. Potem jest gorzej.

sanatorium_ksiazka_postaci
Bohaterowie książki Doroty Gellner „Sanatorium”

W kolejnym widzimy panią Gienie w basenie, w którym moczy się też żaba. Nie wiem, czy to ma być tak nieprawdopodobne, że aż śmieszne, czy może ma dowodzić, że baseny w sanatoriach są przyjazne dla żab, czy może tak „brudne”, że aż żaby się zalęgły…                                                                                 Potem jest siłownia i nieudolnie próby kuracjuszy, żeby wykrzesać z siebie trochę aktywności fizycznej. Wszystko na przymus, żeby mieć zaliczone. Ale jest jeden nadgorliwy. Chce się wykazać i staje na głowie, a potem nie umie wrócić do normalnej pozycji. Wtedy pojawia się szczur, który go poucza…                                                                                                                                                                                                              Pani Zosia ma się kąpać w solance, a okazuje się, że w wannie jest rekin. Pani Wanda przysypia na werandzie i rozmawia z kotem, który jej wmawia, że zajęła mu leżak. Pani Nina kąpie się w borowinie i też spotyka żabę. Pani Tosia, leciwa już niewiasta, wyglądająca koszmarnie w wałkach na głowie, która, jak się potem okazuje, nie za bardzo lubi się myć, próbuje wyrwać masażystę, który jest przypakowany i zaczesany na Włocha, a w oczach ma kompletna pustkę, za oczami zresztą też. Więcej przykładów dowodzących jak prześmieszne są to opowiastki?

No, może jest jedna śmieszna, ale to śmiech przez łzy – Pan Adam chce schudnąć i nie je pół dnia oczekując rezultatów. A gdy te nie nadchodzą zaczyna się obżerać. Naprawdę, ubaw po pachy.

Pan Jan błaźni się po kolei przed każdą kobietą. Najpierw cwaniakuje, jaki to bogaty, ale przy kupowaniu wody w pijani, wychodzi, jaki jest skąpy. Potem klęka przed inną i nie może wstać. A z jeszcze inną, chwaląc się, jaki z niego podrywacz, przypadkiem wpada do fontanny. W końcu próbuje z Genią, z którą zaczynał. I jest w tym nadal żałosny.

No i jeszcze raz pytam, z czego tu się śmiać? Z tych stereotypów, które biją z każdego wierszyka? Gałganek nie roześmiał się przy czytaniu ani razu. Dwa razy zrobił zdziwiona minę, gdy nie wiadomo skąd i po co pojawiły się rekin i żaba. No właśnie po co? Żeby zrobić tą książeczkę bardziej dla dzieci?

Naprawdę nie wiem, jaki był motyw powstania takiej książeczki. Ilustracje Adama Pękalskiego są naprawdę w porządku.

sanatorium_ksiazka_dla_dzieci

ksiazka_sanatorium

ksiazka_dla_dzieci_sanatorium

ilustracje_sanatorium_ksiazka

sanatorium_ksiazka_ilustracje_2

sanatorium_ksiazka_ilustracje

sanatorium_ksiazka_ilustracja

sanatorium_ksiazka_dla_dzieci_ilustracje
Ilustracje do książki „Sanatorium” Doroty Gellner

 

Ale treść tym razem nie jest trafiona.

 

Oczywiście nie mam nic do rymowanych opowiastek. Ale znowu z tyłu głowy powstaje pytanie.

Dla kogo jest ta książka? Dla dziecka? Nie do końca, bo nie zrozumie niuansów sanatoryjnej rzeczywistości. Nie ma tam przygód, których zakończenia nie może się doczekać dziecko. A przecież o to chodzi w czytaniu. Chyba, że będzie to śmieszyło starsze dzieci – może takie w wieku szkolnym.

Dla rodziców? Też nie bardzo. Mimo że wiem, po co się jeździ do sanatorium, znam historie z pierwszej i drugiej ręki, to jednak nie jest to mój klimat. Bo i z czego się śmiać? Te wszystkie podchody, podtatusiali amatorzy tych wszystkich Pań, które jadą tam w jednym celu… To wszystko jest naprawdę lekko żałosne.

A jednak ktoś wpadł na pomysł napisania o tym książki. Może zatem cioci Krysi by się spodobało? W końcu panna Krysia króluje na turnusach nie od dzisiaj.

Rozumiem, że sięgnięcie po taką autorkę to dobre posunięcie wydawcy, bo gwarantuje zainteresowanie. W końcu pani Dorota Gellner napisała piosenki, które wszyscy znają i śpiewają swoim dzieciom. Zuzia lalka nieduża, Ogórek wąsaty to klasyki. Może to więc kwestia pozycjonowania tej książki. W każdym razie średnio ją polecamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *