„Roboty”, czyli coś mi tu nie gra

Robot
Robot

Kupiłam tę książkę impulsowo. Może nawet sądząc tylko po okładce. Po prostu zobaczyłam roboty, a więc miła odmiana dla książek dla dzieci o samochodach i samolotach. Poza tym na czwartej okładce były wymienione postaci z opisem, kto jest kim. Założyłam więc na tej podstawie, że musi być taka jak z Gałgankiem lubimy najbardziej. Błąd? Zobacz recenzję książki obrazkowej Wydawnictwa Babaryba „Roboty” Pawła Kłudkiewicza.

N  o i tak do końca nie to nie wiem, czy błąd . Pierwsze podejście do książki „Roboty” pozostawiło wrażenie niedosytu. Coś w tej książce nie grało. Może zbyt jestem przyzwyczajona do Mamoko albo Ulicy Czereśniowej. Tam bohaterowie przechodzą przez kolejne rozkładówki i istnieje ciąg przyczynowo-skutkowy między poszczególnymi zdarzeniami. Najpierw ktoś wychodzi z domu, potem wsiada do samochodu, ma stłuczkę, przyjeżdża policja, wypisuje mandat, a bohater odjeżdża samochodem z potłuczonym światłem na zakupy do sklepu (to akurat pani Maria). Wszystko jest konsekwencją wcześniejszych zdarzeń. Książka „Roboty” jest pod tym względem zupełnie inna.

"Roboty" - okładka książki obrazkowej wydawnictwa Babaryba
„Roboty” – okładka książki obrazkowej wydawnictwa Babaryba

W „Robotach” każda plansza to coś odrębnego. Tylko niektórzy bohaterowie coś konsekwentnie kontynuują przez wszystkie rozkładówki, ale nawet jeśli, to jest to dość monotonne. Jeden z robotów – Robonardo, czyli skrzyżowanie robota z Leonardem – zresztą malarz, maluje na przykład obraz przez całą książkę.
Reszta wykonuje czynność tego samego rodzaju na każdej rozkładówce. Na przykład jeden z robotów gra na instrumentach. Na każdej planszy na innym. Ale ciągle gra, zmienia się tylko instrument. Inny – zwany Cuksomatem – jest generatorem słodyczy. I ciągle to robi, tylko na każdej planszy inne słodycze, raz cukierki, raz ciasteczka, raz lody. Czyli każda plansza mogłaby funkcjonować oddzielnie. I jest to jak dla mnie niezbyt kreatywne. Gałganek nie jest tak krytyczny, bo akurat Cuksomat mu się spodobał, ale on zawsze wybiera sobie jakąś ulubiona postać, której fenomenu nie zawsze jestem w stanie wytłumaczyć. Poniższy obrazek pokazuje wszystkie roboty występujące w książce.

Spis robotów w książce "Roboty" Pawła Kłudkiewicza
Spis robotów w książce „Roboty” Pawła Kłudkiewicza

Nazwy robotów niektóre trafione, niektóre niekoniecznie. To już kwestia gustu. Co do zajęć robotów…. Jedne roboty są silne i ciągle coś noszą, inne ciągle się bawią , tylko w różne zabawy, jeszcze inne mają długa rękę i tą ręką coś komuś podbierają, a inne ciągle coś naprawiają. Jest też jeden, który, co prawda, ciągle coś zbiera, ale przynajmniej potem jest jakiś efekt, bo składa z tego złomu kolejnego robota. Czyli ogólnie niewiele robotów ma w tej książce jakiś konkretny cel do wykonania. Czy to źle? Nie wiem, ale tego mi brakuje. Może to jakiś znak czasów, że dorośli myślą, że wszystko musi mieć jakiś cel. A może powinnam napisać „target”….

Tylko czy na pewno? Może dziecko nie ma aż takich wymagań i takiego wyobrażenia. Ono może dobrze się bawić nawet sprawdzaniem jakie cuksy tym razem wygeneruje Cuksomat. Tylko czy to wystarczy na kolejny raz czytania? Tego nie jestem pewna.

Poza tymi wątpliwościami mam jeszcze te związane z samymi rozkładówkami. Nie widzę sensu w ich poukładaniu. Najpierw coś jakby planeta. Potem chmury. Potem pod wodą, plaża, park z placem zabaw, fabryka gumy do żucia i w końcu dyskoteka. Czy to ma jakąś logikę? Dla mnie nie. Wygląda na zupełnie przypadkowe, taki zbiór plansz. A może tak się miało odróżniać od innych książek dla dzieci tego typu, że aż mamy chaos, bo jest po troszeczku wszystkiego.

Rozkładówki książki "Roboty"

rozkladowka_roboty_pod_woda

rozkladowka_roboty_plac_zabaw

rozkladowka_roboty_fabryka
Rozkładówki książki „Roboty”

I jak już pisałam, niektórym ten chaos nie będzie przeszkadzał. Ma to związek z dotychczasowymi doświadczeniami z książkami obrazkowymi i jest naturalne. Jeśli ktoś zaczynał od Ulicy Czereśniowej czy Mamoko, nie uniknie porównań i będzie miał pewien niedosyt.

Może „Roboty” jako jedna z pierwszych książek obrazkowych dla dziecka jest ok. Można wyszukiwać roboty, można śmiać się z dźwięków które wydają (chrup, pstryk czy dźwięki instrumentów, może to być nawet początek rozmów o instrumentach, ale raczej dla młodszych dzieci), można nauczyć się paru literek i liczenia do trzech. Wszystko można, ale…

Odgłosy robotów w książce dla dzieci "Roboty"
Odgłosy robotów w książce dla dzieci „Roboty”

W innych tego typu książeczkach ostatnia rozkładówka stanowi coś w rodzaju ukoronowania całej historii, odbywa się piknik, festyn, spotkanie, podczas którego wszyscy znajdują się w jednym miejscu.

W „Robotach” też wszyscy lądują w jednym miejscu – na dyskotece, ale trochę nie wiadomo skąd nagle ta impreza, która, jak się przyjrzeć, połączona jest jeszcze z wystawą obrazu namalowanego przez jednego z robotów oraz wystawą zdjęć innego. Tylko nikt na nich tak naprawdę nie zwraca uwagi, bo wszyscy pląsają na dyskotece (no może oprócz robota Twist, który bije brawo Robonardo).

Ogólnie Gałganek jest zainteresowany poszczególnymi postaciami robotów. Efekt świeżości. Ale żeby to był poryw serca, jak w przypadku kilku innych obrazkowych książek dla dzieci, to bym nie powiedziała.

Podsumowując, „must have” to nie jest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *