Seria „Opowiem Ci mamo…” i jej sukces

Seria "Opowiem Ci mamo"
Seria "Opowiem Ci mamo"

Seria „Opowiem Ci mamo…” to jedna z ciekawszych serii w ostatnim czasie. Teoretycznie książka obrazkowa, jakich wiele. Praktycznie – nie do końca tak wiele. W czym tkwi tajemnica jej sukcesu? W ilustracjach? Być może. Choć mnie samej nie do końca się podobają. W treści? Nie ma jej zbyt wiele. No więc?

Według mnie i Gałganka, odpowiedź brzmi – w bohaterze. Zaznaczę, że analizujemy tutaj tylko 3 książki z serii i to te, które mają tematy bardziej męskie (auta, samoloty i narzędzia).

Seria "Opowiem Ci mamo"
Seria „Opowiem Ci mamo”

W autach mamy do czynienia z poczciwy, starym maluszkiem, czyli Fiatem 126 p. W samolotach jest Wilga. I to oni tak wciągają, bo są indywidualnym bohaterem pojawiającymi się na każdej rozkładówce. Śledzimy ich przygody, razem z nimi odwiedzamy różne miejsca. No i właśnie ze względu na bohatera narzędzia wypadają najsłabiej, bo tu bohater jest grupowy.

Co to znaczy najsłabiej? Otóż mierzę to miarą „jak często Gałganek wybiera daną książkę, żeby mu ją czytać”. Auta po przeczytaniu pierwszy raz były wałkowane kolejny raz i jeszcze kolejny. Potem w kolejnych dniach również były na pierwszym miejscu. Potem stały się książką, do której Gałganek sam zagląda bez mojej pomocy i snuje opowieści swoim zabawkom. Maluszek jest bohaterem, mamy nawet model Malucha, który wszędzie z nami jeździ. Odniesień do jego przygód jest wiele w codziennych sytuacjach.

Samoloty, również Gałganka zaciekawiły, ale nie z takim natężeniem. Samolotów tak często się nie spotyka na drodze, a malucha nawet teraz można zobaczyć w niedzielę w drodze do kościoła. Samoloty są bardziej odległe, nieosiągalne. Poza tym auta mają jednak bardziej życiowe sytuacje, a samoloty są bardziej takim zobrazowaniem ich różnorodności.

Natomiast narzędzia po jednokrotnym przeczytaniu zalegają na półce. Nie ma wiodącej postaci i mamy klops. Byłam bowiem przekonana że ta książka trafi do wyobraźni Gałganka, bo bardzo lubi skrzynkę narzędziową taty niczym Albert Albertson w książce „Nieźle to sobie wymyśliłeś, Albercie”. Owszem, stwierdził że fajna. Ale bez większego przekonania. Narzędzia całą chmarą przemieszczają się w różne miejsca i mimo że sens podobny, to jakoś nie trzyma się kupy. Gałganek nie dopytuje, nie drąży. Nie znalazł tam kogoś pokroju malucha czy Wilgi. I w tym sęk. Zbiorowy bohater, to nie bohater.

Seria Opowiem Ci mamo
Seria Opowiem Ci mamo

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *